Grupa portali lca.pl - legnica.pl - Legniczanie.pl - Legnica.org - komunikacja
Legnica w internecie - Logo lca.pl
Legnica - Poczta Czat Legnica - Ogłoszenia Legnickie blogi Legnica - Fotogalerie Legnica - VideoKlipy Legnica - Forum internetowe Legnica - Legniczanie
Fakrty RSS
KŁAPANIE DZIOBEM. Krytyk na kacu
2008-09-23 16:22:34
Złote Lwy dla „Małej Moskwy” to największa przykrość, jaka na gdyńskim festiwalu spotkała prominentnych krytyków filmowych. Tak przecież nie może być, by nagradzano film zrobiony po bożemu.
Czytaj dalej ˅
REKLAMA

Pofestiwalowy kac jest tym większy, że postawił mędrców i proroków polskiego kina w idiotycznej sytuacji. Wygrał bowiem film, którego żaden z nich wcześniej nie widział, nie zapowiadał, nie analizował, bo i po co. Faworyci byli przecież wytypowani, a nawet w pewien klasyczny dla korporacji sposób, uzgodnieni. Po to poświęcano im kolumny tekstów poprzedzających festiwal, by nie dopuścić do niespodzianki i werdyktu, który wymykałby się spod kontroli.

Największą zbrodnią jaką popełnił Waldemar Krzystek, a potem festiwalowi jurorzy, jest jednak to, że Złote Lwy otrzymał film, który podobał się widzom, a co gorsze wyciskał im łzy niczym pensjonarkom. To przecież w prawdziwej sztuce, która z definicji musi być dla elit i ich wtajemniczonych kapłanów, absolutnie niedopuszczalne! Cóż to bowiem za sztuka, jeśli krawiec uszyje spodnie o równych nogawkach, szewc zrobi buty, które nie piją, a reżyser nakręci film, który nie nudzi i da się oglądać? Toż to rzemiosło, a nie prawdziwy artyzm.

Mimo tego totalnego kaca słowo skandal w pofestiwalowych recenzjach jednak nie padło. Sensacja, zaskoczenie… owszem. Te słowa odmieniano przez przypadki. Było nawet o smutku z jurorskiej decyzji. Dlaczego tak delikatnie? Mam własne wyjaśnienie tej schizofrenicznej łagodności. Moim zdaniem „Mała Moskwa” podobała się także… recenzentom! Tyle tylko, że forując do nagród inne tytuły, nigdy tego nie potwierdzą. Musieliby się bowiem przyznać do ograniczonej kompetencji, o braku intuicji i specyficznego „czuja” nie wspominając. A także do tego, że środowiskowa poprawność i konformizm każą im chodzić w jednym stadzie.

W efekcie recenzje w głównych polskich dziennikach są jak spod jednego pióra, za to nieprzesadnie mądre i zabawnie nielogiczne. „Jurorzy zamiast filmów odważnych wybrali klasyczny melodramat. Złote Lwy dostała "Mała Moskwa" Waldemara Krzystka, film bardzo przyzwoity i obraz, który świetnie się ogląda, ale jednocześnie dziełko niemal staroświeckie w sposobie narracji i filmowym języku – napisała w Rzeczpospolitej Barbara Hollender.

Nie wiem, co to jest film odważny. W Polsce byłby nim niewątpliwie film poddający rewizji monumentalny wizerunek Jana Pawła II, sfilmowani „Sąsiedzi” lub „Strach” wg Jana Grossa, albo… obraz demistyfikujący obrońców Westerplatte (zdaje się, że recenzenci ten pomysł właśnie ukatrupili). Takich filmów jednak w Gdyni nie było. Wiem natomiast, że „dziełko” to wyrób bardzo podejrzanej jakości, zwłaszcza wtedy, gdy – o zgrozo! – „świetnie się ogląda”.

Natomiast zupełnym kuriozum świadczącym o recenzenckiej bezradności jest powtarzany jak mantra zarzut, że nagradzając „Małą Moskwę” skrzywdzono w Gdyni kino autorskie, które „jury potraktowało po macoszemu” (Tadeusz Sobolewski w Gazecie Wyborczej), z pominięciem filmów, „na których twórcom udało się odcisnąć wyraziste piętno, powiedzieć coś własnym głosem” (Wojciech Kałużyński w Dzienniku). Na Boga! Przecież „Mała Moskwa” to właśnie przykład autorskiego i bardzo osobistego kina. Waldemar Krzystek to: wszak pomysł, scenariusz, reżyseria, a do tego własne emocje i naoczne doświadczenie życia w Małej Moskwie. Opowiedziane wzruszająco, bo dokładnie „własnym głosem”.

Podejrzewam jednak, że w Polsce „kino autorskie” znaczy zupełnie co innego. To takie, w którym mało widać, jeszcze gorzej słychać, scenariusz nie ma większego znaczenia, jest za to brud, smród, ubóstwo, agresja i margines. Zamiast miłości – pierdolenie, zamiast ludzi – karykatury, zamiast nadziei – czarna rozpacz i cmentarz. Bo film ambitny twórca robi dla siebie i pod znajomych krytyków, czasami także na festiwal, rzecz jasna także ambitny.

A widz? Zalewa się potem ze strachu, gdy dowie się, że film, na który nieopatrznie się wybrał został wcześniej nagrodzony na jakimś festiwalu. I w najlepszym przypadku zachowuje się jak Himilsbach w „Rejsie”. Wstaje i wychodzi z kina. I kto za to płaci? „Pan za to płaci, pani płaci…. Społeczeństwo za to płaci!”

Żuraw, 22 września 2008
 

Autor: Żuraw(lca.pl)   
Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia? Opisz je i podziel się swoją wiedzą z innymi. Nakręciłeś film, lub zrobiłeś zdjęcie? Przyślij do nas, niech legniczanie zobaczą to, czego byłeś świadkiem.
500 197 963 – zadzwoń do nas lub wyślij sms-a, mms-a.
Zdjęcia i filmy Waszego autorstwa wysyłać można także na adres kontakt@lca.pl
REKLAMA

Ocena: 0.0/8 (0 głosów)

    
dodajdo
Kontakt - Reklama - Praca u Nas - Patronat - Statystyki - Nasze Logo - NewsLetter
Copyright - 2001-2010 - Legnica - Grupa portali lca.pl. Wszystkie prawa zastrzezone. Korzystanie z portalu oznacza akceptacje Regulaminu